Gdy praca staje się pasją!

Dorota Leń | Niedziela 25.10.2015 aktualizacja: 25.10.2015, 12:41
„Ceniony, rzetelny, pracowity, serdeczny i zasłużony pracownik z dużą wiedzą, który zdobył wielki szacunek wśród Mieszkańców Gminy Prusice”. Tymi słowami w skrócie można podsumować pracę Zastępcy Burmistrza Miasta i Gminy Prusice Kazimiery Rusin, która przeszła na emeryturę i w dniu 30 września 2015 roku podczas Sesji Miasta i Gminy Prusice została uroczyście pożegnana przez Burmistrza Igora Bandrowicza, Radnych, Sołtysów, kierowników jednostek, dyrektorów szkół, przedstawicieli Stowarzyszeń i Mieszkańców. Wiceburmistrz podziękowano za wieloletnia pracę na rzecz Gminy Prusice.

O pracy w samorządzie, cechach charakteru pracownika samorządowego, współpracy z mieszkańcami z terenów wiejskich, współpracy ze Stowarzyszeniami, zrealizowanych inwestycjach i projektach oraz planach na przyszłość Kazimiera Rusin opowiada w rozmowie z Renatą Skibą


Kazimiera Rusin jako Zastępca Burmistrza Miasta i Gminy Prusice przez osiem lat pracy w samorządzie prusickim bardzo zżyła się ze środowiskiem gminy Prusice. Była cenionym, rzetelnym i zasłużonym pracownikiem więc nic dziwnego, że zdobyła tak wielki szacunek wśród mieszkańców.

- Prusice24: Spotykamy się w Urzędzie Miasta i Gminy w Prusicach w ostatnim dniu Pani pracy, tuż przed odejściem na emeryturę. Czy mogłaby Pani sięgnąć pamięcią do początków przygody z samorządem. Kiedy i gdzie wszystko się zaczęło?

- Kazimiera Rusin: Początek pracy w samorządzie przypadł na czas kiedy mieszkałam na terenie powiatu złotoryjskiego. Tam pracowałam 30 lat. W ogóle to urodziłam się w Strzegomiu. Po skończeniu studiów miałam krótką przygodę z samorządem w województwie opolskim. Potem w górach kaczawskich, ponieważ zamiłowanie mojego męża do gór było tak duże, że wyemigrowaliśmy właśnie do powiatu złotoryjskiego i tam zaczęła się owa przygoda. Najpierw przez 5 lat pracowałam w Spółdzielni Rolniczej, ponieważ byłam z wykształcenia inżynierem budownictwa rolniczego. Potem pół roku pracowałam w Przedsiębiorstwie Budowlanym  Peberol. Przydało  mi się wówczas każde drobne doświadczenie jakie zdobyłam. Byłam także od podpisywania wielomilionowych umów jako inspektor, brałam udział w negocjacjach. Przez wiele lat nie wiedziałam jak bardzo będzie mi to wszystko przydatne.

Jestem w samorządzie od kiedy nie było jeszcze w gminach burmistrzów, wójtów, ale naczelnicy. Najpierw zatrudniono mnie jako inspektora ds. najmu lokali, a potem zaproponowano mi już stanowisko dyrektora w Zespole Szkół, następnie byłam inspektorem oświaty i to był bardzo dobry okres w mojej pracy zawodowej. Oprócz tego, że zarządzałam oświatą, musiałam wówczas znaleźć pieniądze na poprawę warunków nauki w szkole, szczególnie na obszarach wiejskich i to mi się udawało.

Wybudowaliśmy piękną szkołę na wsi, w województwie jeleniogórskim. Od tamtego czasu czyli od 2002 r. jestem zastępcą burmistrza czyli już 13 lat. Miałam nawet swoja przygodę
w kandydowaniu na burmistrza, zabrakło mi 30 głosów więc zostałam zastępcą burmistrza. Świerzawa nie miała szczęścia do urzędujących burmistrzów, co kadencję zmieniali się. A ja trwałam, trwałam wraz z każdym nastającym burmistrzem, będąc z nimi wszystkimi w bardzo pokojowych relacjach.
Do Prusic przyszłam już z bagażem 30 – letniego doświadczenia, z licznymi nagrodami, gdzie najwyższą był srebrny Krzyż Zasługi Prezydenta RP wówczas Aleksandra Kwaśniewskiego, medal Komisji Edukacji Narodowej, Europejska Nagroda Przedsiębiorczości - miałam swój odczyt w Brukseli. Wyróżnienia te były wtedy dla mnie ważne, ale później uświadomiłam sobie, że najtrudniejsza rola była dopiero przede mną. To praca z nowym nieznanym mi społeczeństwem tu w Prusicach. Inaczej jest pracować w środowisku, gdzie się żyje przez 30 lat, gdzie ludzie znali mnie z imienia i nazwiska, a inaczej tam, gdzie wszystko jest nowe, nieznane, wręcz obce.

W trakcie pracy w Urzędzie Marszałkowskim, przeprowadziłam się do Wrocławia i wówczas to powiedziano mi „sprawdziłaś się już pracując w samorządzie lokalnym, więc damy ci teren wręcz dziewiczy, gdzie będziesz mogła rozwinąć skrzydła”. Tak trafiłam do Prusic. Burmistrzem był wtedy Jan Hurkot. Obawiałam się tej pracy, bo oczywiście nowe środowisko, otoczenie, ale kredyt zaufania jaki dostałam do dziś bardzo sobie cenię. Pozwolono mi tu na wszystko, mogłam działać, a odbiór moich wysiłków był naprawdę wspaniały. Byliśmy od początku jak jedna wielka rodzina. Kiedy były Dożynki, a w kościele było 7 wieńców na 27 wsi, to pytałam gdzie pozostałe 20, dlaczego ich nie ma? Zauważyłam wtedy jak długa droga przede mną żeby zintegrować to środowisko.

Po dwóch latach, od rozpoczęcia przeze mnie pracy, Jan Hurkot przestał być burmistrzem, a nowy Burmistrz Igor Bandrowicz zaproponował mi dalszą pracę na rzecz Gminy Prusice. To był i jest młody, odważny, otwarty na ludzi człowiek. Połączyliśmy więc doświadczenie z młodością i było to wyjątkowo udane partnerstwo, piękne i owocne pięć lat pracy. Wówczas sprawdzałam się w projektach inwestycyjnych, bo oczywiście inwestycje to moja pasja wiążąca się z  wykształceniem. Miałam tu do pomocy wspaniałą załogę, pięciu inżynierów, którzy przerastają już mistrza więc mam dziś wielką satysfakcję, że zostawiam Burmistrzowi same perełki. Praca w Prusicach była dla mnie wielkim wyzwaniem, ale i wielką radością. Dała satysfakcję i dziś choć jest mi żal odchodzić to wiem, że takie jest życie, że coś się kończy, a coś innego zaczyna. Z drugiej strony cieszę się, bo będzie czas na wakacje, na kulturę, podróżowanie, zwiedzanie świata no i oczywiście czas dla rodziny – córek, wnuczki. Pogoń za czymś nowym wynika też z mojej osobowości. Jestem spod znaku Bliźniąt więc ciągle gdzieś pędzę, szukam, realizuję swoje pasje.

- Prusice24: Jakie cechy charakteru najbardziej pomagały Pani w pracy?

- Kazimiera Rusin: Pęd do nauki, a najbardziej pracowitość, ale to się wynosi z domu, z wielodzietnej chłopskiej rodziny. Będąc na studiach bardzo przykładałam się do nauki. Nie mogłam sobie pozwolić, aby zawalić rok. W wakacje wracałam do rodziny, aby pracować z nimi na roli. Mieliśmy gospodarstwo wielohektarowe. Moja mama oprócz pracy w gospodarstwie była także społecznicą, zakładała dziecińce, szyła po nocach ludowe stroje,  była Przewodniczącą Koła Gospodyń. Myślę, że ta moja charyzma i chęć działania, to po mamie. Sama mam dwie córki i one tak jak ja również się wykształciły. Widziały, że mama się uczy więc one też chciały. Również są pracowite i sumienne czyli wiele takich cech wynosi się z domu. Dziś mam dużą satysfakcję, gdy córka dzwoni z Londynu mówiąc „wiesz musiałam tak postąpić, bo tak mnie wychowałaś”. Jestem wówczas z niej dumna. Mam także mała wnuczkę i cieszę się, że będę miała teraz czas także dla niej. Czas oferowany rodzinie jest bezcenny. Córka wielokrotnie mówiła „ciągle pracujesz, ciągle stosy książek”. To dlatego, że pomysłów mi nie brakuje, a tworzenie i realizowanie jest dla mnie przyjemnością. Szczególne zadowolenie daje mi pomoc ludziom na obszarach wiejskich, bo oni mają wszędzie daleko - do wielkiego świata, do kultury. Gdy tu przyjechałam, zobaczyłam te smutne, puste świetlice wiejskie lub ich brak.

Przypomniałam sobie te, które zostawiłam tam gdzie żyłam i pracowałam wcześniej,  wiedziałam, że czeka mnie ciężka praca żeby tych ludzi zintegrować, wprowadzić trochę radości, wspólnie spędzonego czasu. Cieszę się, że Burmistrz to zauważył i dzięki temu mogliśmy bardzo wiele zrobić, aby zmienić wizerunek obiektów kultury na obszarach wiejskich. Także mieszkańcy cieszyli się, że są zmiany na lepsze, ale i sami uczyli się, że trzeba o te obiekty dbać, nie tylko gdy przyjeżdża władza, ale zawsze. Do tego ich nieustannie zachęcam, bo na wsi nie może być gorzej jak choćby we Wrocławiu. Ma być ładnie, czyściutko, to im zawsze wpajałam. Oni to doceniają i to jest dla mnie największą zapłatą, nagrodą. Mamy dziś w gminie także dwa zespoły śpiewające, ja wcześniej miałam ich osiem! Wyjeżdżałam z nimi wiele razy do Czech, Saksonii i tu też mogłam im pomóc rozwinąć działalność. Jeździliśmy więc i do wojewody i do opery, gdzie zespół Strupinianie występował. Uszyliśmy im piękne stroje z pieniędzy unijnych. Mieli wówczas już i klasę i wygląd, chętniej śpiewali, chętniej występowali. To jest naprawdę wielka radość. Jak zobaczyłam ich na scenie w operze, to aż serce mocniej zabiło, ale im to po prostu się należy. Myślę, że i oni i ta młoda załoga pracująca obecnie w Urzędzie mogła się czegoś ode mnie nauczyć i, że to będzie procentować. Dlatego zawsze powtarzam, że te wszystkie nagrody, medale, które się po drodze zdobywa to nic przy największej nagrodzie jaką jest szacunek ludzki.

- Prusice24: Współpracownicy mówią o Pani: pracowita, serdeczna, z dużą wiedzą” czyli zdążyli Panią poznać i dlatego dziś doceniają. Pani także dobrze o nich mówi. Czyli to był dobry czas dla wszystkich. Jakie wspomnienia były najprzyjemniejsze, w ciągu ostatnich lat pracy, co będzie Pani wspominała najchętniej, za czym zatęskni najmocniej?

- Kazimiera Rusin: Dużo rzeczy wspominam z przyjemnością, a tęsknić najbardziej będę za mieszkańcami, za liderami, którzy mają w sobie te cechy, które cenię. Taki zespół z Borówka. Tam sołtysem i liderem był Pan Czesław Suchacki, ale wiedziałam, że nie da sobie rady sam, zachęcałam więc innych i dziś jest tam wielu liderów. Taka nagroda, jak w tym roku wywalczyli mieszkańcy Strupiny, II miejsce w konkursie „Najpiękniejsza Wieś Dolnośląska” cieszy wyjątkowo. Odważyli się spróbować. Na rozdanie nagród pojechała cała wieś. Mnie również zabrali z Wrocławia. Wszyscy na scenę wyszli i to była ta największa radość, ten moment, gdzie człowiek wie, że coś dobrego zrobił, bo choć miejscowość to niewielka, a tak wiele robi. Sama Pani sołtys Janina Słota i rano ma zajęcia domowe i plewi żeby ładnie było i zespołem się zajmuje – to jest właśnie lider.


Bardzo miło będę wspominać też księży, bowiem gdy tu przyjechałam, w kościołach gołębie jeszcze fruwały, a to przecież 70 lat po wojnie. Umówiłam się wtedy do ówczesnego Ministra Kultury Bogdana Zdrojewskiego i mówię jak to jest, żeby tak się działo, przecież to zabytki. Udało nam się wspólnie dostać pieniądze z Unii i z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, i od marszałka, więc współpracę z proboszczami bardzo sobie cenię i oni to doceniali. Jeden przyniósł różaniec, drugi przyniósł modlitewnik z podziękowaniem. Myślę, że te gesty ludzkie, gesty wdzięczności są bardzo silnym bodźcem do dalszej, wytężonej pracy.

- Prusice24: Czy są sprawy w gminie, na których radziłaby się Pani skupić, co poprawić, polepszyć,  z myślą o przyszłych pokoleniach?

- Kazimiera Rusin: Oczywiście. Zrobiliśmy wiele, choćby tak wielki projekt jak kanalizacja za prawie 40 mln, za który byłam odpowiedzialna. W jednej z miejscowości wybudowaliśmy piękną oczyszczalnię, ale oczywiście wiele rzeczy jest jeszcze do zrobienia. Mieszkańcy ciągle liczą na poprawę jakości usług zdrowotnych, budowę ośrodka zdrowia bądź remont obecnego, bo nie można w takich warunkach poprawnie prowadzić usług zdrowotnych. No i przede wszystkim oświata. W 50% mamy wspaniałe warunki do nauki, piękną szkołę w Prusicach, ale 50% jeszcze się męczy. W trzech szkołach, w Strupinie, Piotrkowicach i Skokowej mają niełatwe warunki do nauki, nie mają sali gimnastycznej, a przecież dzieci muszą ćwiczyć, muszą się ruszać, czyli poprawa warunków w oświacie dla tych pozostałych 50% będzie bardzo ważnym zadaniem. Burmistrz także myśli o tym więc będzie dobrze, bo ta wspaniała współpraca, dogadywanie się Burmistrza z zespołem Radnych, ten brak wojen wśród nich na pewno przyniesie rezultaty.

Wielokrotnie dziękowałam mądrości Radnych, bo jak wszyscy idziemy w tym samym kierunku i oni popierają nas, to przynosi rezultaty. Osobiście nie mogę narzekać na żadnego Radnego, to była wspaniała współpraca. Nawet Powiat zauważył, że Prusice wizerunek zmieniają i tak ważna rzecz jak kontakty, czy więzi międzyludzkie też poprawiliśmy. Wdzięczna im jestem za to, że mnie zaakceptowali i zaufali, że nie odczułam dystansu, który pewnie odczuwali. Może to z powodu mojej otwartości na ludzi.? Mogli przecież pomyśleć przyszła tu jakaś Pani z miasta i będzie nas ustawiać, ale nie. Dlatego twierdzą, że łatwo było pokochać tych ludzi i szanować ich, i z wzajemnością. To skarb, gdy człowiek może mieć taką pracę. Dlatego nigdy nie miałam lęku, że muszę iść do pracy wręcz cieszyłam się, gdy kończyła się niedziela i mogłam wyruszyć do Prusic. To chyba wynika z pasji. Nie potrafię się zatrzymać, ciągle chciałabym działać, pracować. Znalazłam się po prostu w odpowiednim czasie na odpowiednim miejscu. Ludzie z mojej poprzedniej pracy także, podczas spotkań, są bardzo przyjaźni, zapraszają na swoja tradycyjną szarlotkę i to jest miłe. Nigdy bowiem nie palę ze sobą mostów. Dlatego dziś mam tak wielką dolnośląska rodzinę. Mam co i kogo wspominać.

- Prusice24: Pani Burmistrz, a jakie ma pani plany na najbliższą przyszłość?

- Kazimiera Rusin: Najbliższe moje plany to podróże, bo ja nie nadaję się do siedzenia w domu. Rozpocznę chyba od Wrocławia, tak wiele nowych obiektów powstało, a ja nie miałam nawet czasu, aby je obejrzeć np. teatr Capitol, Forum Muzyki. Także miejsca, do których jeździłam zawodowo jak choćby Kraków, też chciałabym pozwiedzać. Na pewno wyruszę do Londynu, do córki. Już ostatnio ubolewała, że wraca tam beze mnie. Zobaczę ukochaną wnuczkę i myślę, że zostanę tam zdecydowanie dłużej niż tydzień. Teraz już nie musze się spieszyć, mogę zostać tam do woli, a przy okazji mam nadzieję zobaczyć nieco Wielkiej Brytanii i wesprzeć rodzinę. Mimo wszystko swoją pracę będę wspominać z rozrzewnieniem, bo było to zajęcie, które kochałam. Cały czas miałam świadomość, że zdobywanie pieniędzy na ważne inwestycja nie było celem samym w sobie, celem zawsze była dla mnie poprawa życia mieszkańców, a zdobyta przeze mnie wiedza, wykorzystana została dla polepszenia ich bytu. Bowiem wiedza nie jest dla nas samych, a powinna być wykorzystana dla dobra innych.
Dziś zostawiam już swoich „podopiecznych” nie mając jednak pełnej satysfakcji, że wszystko dla nich zrobiłam. Wiem, że jeszcze tak wiele można zdziałać. Zostawiam tu jednak ludzi, którzy wiem, że pójdą w wyznaczonym przeze mnie kierunku. Będę tęsknić, ale chociaż moje dzieci nie będą już tęskniły za mną. Mam nadzieję, że to co zostało zrobione będzie szanowane, że nie roztrwonimy tego co już uzyskaliśmy, bo ciężko na wszystko pracowaliśmy.

- Prusice24: Pani Burmistrz dziękuje serdecznie za rozmowę i życzę spełnienia jeszcze wielu marzeń.

- Kazimiera Rusin: Ja również dziękuję

|